Minął tydzień. Coraz częściej zaczynam myśleć (poza moimi bliskimi) o nadchodzących pierwszych kilometrach na wodzie. 19 lutego wylatujemy do Portugalii, tam już ze sportów zimowych przerzucimy się na prawdziwe wioślarstwo.

Cieszę się, bo mimo całej sympatii do urozmaiconej formy treningów zimą.. nie lubię nart biegowych. Tak już mam. Ostatnio próbując urozmaicić dwugodzinny trening zboczyłam na trasę czerwoną (czyli o zwiększonym stopniu trudności- czerwony kojarzy mi się z krwią). Wspięcie się na szczyt nie stanowiło takiego problemu jak zjazd, tym bardziej, że ten był wąski i kręty, a po prawej stronie mogłam przez łzawiące oczy dostrzec (jak sądzę) lodowaty strumyk. Zjazd zakończył się sukcesem, spore emocje. Postanowiłam na jakiś czas kręcić się po niebieskich trasach ;-).

Trenujemy dwa razy dziennie. Wyjątkiem jest środa i sobota, kiedy to po porannym treningu jesteśmy „wolne”. Przecięty trening trwa 100 – 120 minut. Do tej pory rekord padł dwa dni temu, kiedy spaliłyśmy na treningach około 2000 kalorii + 1800 kalorii (wartości jaką zużywa przeciętna kobieta w moim wieku, moim wzroście i wadze).

Wspominałam, że dużo tu Polaków. Ostatnio wracając autobusem z basenu przysłuchiwaliśmy się rozmowie polskiej rodziny. Główną bohaterką była mała dziewczynka upakowana w narciarskie ciuchy i najwyraźniej za ciasne buty. Jęczała przez kilka przystanków, że boli, uciska.. po czym zniecierpliwiony Tata przemówił: „Co wymyślasz, one są po prostu DOPASOWANE! ”. Ciekawe jak długo jeszcze będą tu na tych wspaniałych narciarskich wakacjach :-)

PS. Trener sugeruje, że chodziło nie o buty, ale o kask!!!

 


Comments


Your comment will be posted after it is approved.


Leave a Reply