Cześć. Temperatura od kilku dni spadła do ponad -30 w nocy. Śnieg zrobił się wyjątkowo niewdzięczny. Mam wrażenie, że wręcz tępy - nawet z górki trzeba pomagać sobie kijkami, by nie stanąć. Wczoraj przyjechało kilkanaście osób – grupa kobiet wagi otwartej, mężczyzn wagi lekkiej i krótkich wioseł. Przesiedliśmy się do większych stołów (kelnerzy wyglądają na zagubionych).
Z zabawnych historii... kilka dni temu najmłodszy z kelnerów tłumacząc nam jakie mięso możemy wybrać na obiad, nie mógł przypomnieć sobie odpowiedniego słowa. Zaproponowałyśmy z Jaclyn, by pokazał – pokazał indyka :- ).
Z zabawnych historii... kilka dni temu najmłodszy z kelnerów tłumacząc nam jakie mięso możemy wybrać na obiad, nie mógł przypomnieć sobie odpowiedniego słowa. Zaproponowałyśmy z Jaclyn, by pokazał – pokazał indyka :- ).
Dzisiaj wychodząc na poranny trening cześć grupy zanotowała -26 stopni Celsjusza. My miałyśmy w planie mocny trening na ergometrze - 15 minutowe odcinki, które kończyłam z kosmicznym tętnem 191, 195, 196 uderzeń/minutę.
Mocno, jednak zdaję sobie sprawę, że nasza „pierwsza forma” ma przyjść na kwalifikacje już w maju. Zresztą „Trener ma zawsze rację” ;-). Po południu 1h 40 minut biegu. Mam swój patent na utrzymanie odpowiedniej temperatury. Tak więc poza szybkim przebieraniem nogami i dodatkową warstwą rzeczy i kremem na mróz z filtrem, gorąco polecam kominiarkę. Wygląda naprawdę średnio, bo zamarzają rzęsy i brwi, ale w tej temperaturze jest mi to obojętne, a co najważniejsze – jest ciepło!!
Minęło już 13 dni..
- Mam ogromną ochotę na polską kuchnię np. ziemniaki.. takie po prostu kilka nudnych ziemniaków (tutaj są frytki, talarki, kosteczki, z grilla, smażone..). Do tego świetnie pasowałby zraz wołowy i marchewka z groszkiem.
- Każdej z nas coś dolega.. Ja borykam się, najprościej mówiąc, ze sporadycznym bólem lewej, dolnej części twarzy – jaka jest tego przyczyna dowiem się, mam nadzieję, po powrocie do Polski. Na szczęście nie przeszkadza mi on realizować treningów. Dziś nasz fizjoterapeuta – Kuba wymyślił okłady z borowiny. Nałożył mi na twarz brązową, gorącą papkę, na to folię, w której wyciął małe dziurki (na szczęście!) i jeszcze ręcznik dookoła. I tak miałam leżeć aż błotko ostygnie.
Drugi z fizjoterapeutów - Wojtek zasugerował, bym dawała co trzy minuty znać palcem, że żyję :).
Trzeba też dodać, że pokój masażystów zawsze przyciąga wielu ludzi (po masaż, po plaster, po zabieg, pogadać). Trudno mi było mówić, tymczasem kolejni goście pytali co mi się stało?. Jak dobrze pamiętam były takie wersje: „Oparzyłaś się?”, „Coś Ci wyszło na twarzy?”, „Odmroziłaś sobie twarz?”… a Kuba beznamiętnie odpowiadał: „Spa”. Ale już dziś nie bolało i chyba nie zdąży.
