<![CDATA[Magdalena Kemnitz - Oficjalna Strona Internetowa - Wicemistrzyni Świata 2009 - Wicemistrzyni Europy 2010 - SPONSOR OSADY - Wielkopolska Spółka Gazownictwa - "CO U MNIE?"]]>Sun, 27 May 2012 03:51:32 +0100Weebly<![CDATA[REGATY]]>Fri, 25 May 2012 09:06:19 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/05/regaty.htmlPrzez ostatni miesiąc trenowałam w Poznaniu. Trochę taki powrót do źródeł. Na Warcie, na łódce ubezpieczonej przez Bydgostię (dziękuję!), a pożyczonej od byłej zawodniczki Anieli Skrzypczak-Kamińskiej. Do treningu na lądzie wykorzystywałam rolki, rower i karnet do fitness klubu Fabryka Formy. Od Trenera Kadry dostałam zalecenia by "się ruszać" i trzymać wagę do 60kg. 

W międzyczasie byłam w Wałczu odwiedzić znajomych, śledziłam też bacznie rywalizację w Brandenburgu, a potem Regaty Kwalifikacyjne w Luzernie.  Dziś rusza druga edycja Pucharu Świata w Szwajcarii. 
(SERDECZNIE GRATULUJĘ TYM, KTÓRYM UDAŁO SIĘ TĘ KWALIFIKACJĘ WYWALCZYĆ :-D!!!!!!!!)

CO ważne, wczoraj dostałam telefon z informacją, że we wtorek zaczynamy zgrupowanie i szykujemy się do Pucharu Świata w Monachium (15-17 czerwiec), tym razem na czwórce wagi lekkiej. Potrzebowałam już takiej konkretnej informacji i planu. 

Do wiernych czytelników .. przepraszam za nie pisanie :D. Jak to określił jeden z członków mojej Rodziny - "wzięłam wolne od pisania". 

 Pozdrawiam najmocniej, Magda


]]>
<![CDATA[WYNIKI]]>Fri, 20 Apr 2012 00:08:36 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/04/wyniki.htmlWczoraj zakończyłyśmy przejazdy w Wałczu. Z czerech wyścigów wygrałam jeden – z Weroniką Deresz. Równie dobry było ostatni, finałowy wyścig z Agnieszką, tu straciłyśmy 3 sekundy. Pozostałe dwa popłynęłyśmy poniżej moich oczekiwań. Po nich nie czułam satysfakcji, co jest chyba gorsze od przegranej.

Rezultat jest taki, że na kwalifikacje olimpijskie w maju pojedzie Weronika Deresz i Jaclyn Halko. Agnieszka jest zawodniczką rezerwową. Ja najbliższym czasie będę trenować poza kadrą i czekać na dalsze dyspozycje. Trudno powiedzieć, że jestem zaskoczona wynikami, pierwsza emocja to wstyd, że nie zrealizowałam zadania. Razem pracowałyśmy przez ostatnie kilka miesięcy, widziałam zaangażowanie, rywalizacje i jak grupa rośnie w siłę. Życzę dziewczynom jak najlepiej, a sama chcę dobrze wykorzystać ten czas.

Dziękuję licznym osobom, które dostarczały i dostarczają mi wspaniałego wsparcia, dają wyrazy zrozumienia i troski.

                   Pozdrawiam, Magda

]]>
<![CDATA[DWÓJKA NA KWALIFIKACJE]]>Fri, 13 Apr 2012 10:17:40 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/04/dwjka-na-kwalifikacje.html Zaraz po aktywnych, rodzinnych Świętach Wielkanocnych ruszyłam do Wałcza zahaczając jeszcze o Rogoźno. To był mój debiut na jeziorze o tej samej nazwie. Od poniedziałku trenowałam tam na jedynce. Piękne długie na ponad 5km jeziorko pod Poznaniem.

A w Wałczu wielkie zmiany – remont hangarów i stołówki, wyburzono też jeden z budynków w którym mieszkałam jako juniorka (nazwa własna „Wembley” – bo z widokiem na stadion).  

Dzisiaj wylosowaliśmy tory, łódki i kolejność składów na przejazdy. Są cztery zawodniczki. Startujemy cztery razy na 2 km bez ograniczeń tempowych z klasycznego startu. Dwie dwójki równocześnie, koło siebie. Codziennie od niedzieli do środy (15-18 kwietnia) o godzinie 12tej na torze w Wałczu. Na 1-2 h przed startem oficjalne ważenie, a maksymalna waga to 58,5 kg.

Oto plan :- ) (oficjalny, bo swój własny układam dla siebie)

Niedziela:
     Renc -Kemnitz
     Halko - Deresz

Poniedziałek:
    Renc - Deresz
    Halko - Kemnitz

Wtorek:
    Kemnitz – Deresz
    Renc – Halko

Środa:
    - Dwie osoby o najkrótszej sumie czasów -
    - Zawodniczka z 3 i 4 sumą czasów -

Dwójka, która wystartuje pod koniec maja w kwalifikacjach do Igrzysk, będzie dwójką, która wygra ostatni przejazd. Zawodniczka 3-cia zostanie rezerwową, a czwarta pojedzie do domu. Sport :)
                                                                          Tyle na dziś, pozdrawiam, Magda
]]>
<![CDATA[LAGO AZUL 2]]>Fri, 30 Mar 2012 00:10:54 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/03/lago-azul-2.htmlJeszcze tydzień wiosłowania w Portugalii i przenosimy się na polskie akweny. Szybko mi minął ten czas. Cieszę się, że od początku mogłam wiosłować, a kontuzja nadgarstka to wspomnienie. Początek powrotu do wiosłowania szczególnie na ergometrze był dość „dotkliwy”. Po 2 tygodniach czuję się normalnie, a nawet bardzo dobrze.

Na tym zgrupowaniu miałyśmy odbyć skróconą wersję testów na ergometrze – sprawdziłyśmy się na minutę (śr 398 watt), 6km (23:25,4) a dziś na 2km. Na minutę jestem na tym samym poziomie co w styczniu, a na 6km poprawiłam się o ok 28 sekund. Dwa kilometry ukończyłam z czasem 7:20, niecałe 7 sekund do najlepszego wyniku. Wszystko z niższą wagą, więc zadowalająco.

Miałyśmy też „badania na dulce” i dwa treningi, gdzie była możliwość porównać się z drugą dwójką (choć oczywiście trener zastrzegał „Nie traktujcie tego jak zawody, to jest trening” :-)). Trenujemy znajomym systemem: 2 dni po dwa treningi i na trzeci dzień jeden dłuższy i.. od początku; nie wliczając rozruchów przed śniadaniem. 

Picture
Z trasy do "pobliskiego miasta", zdjęcie portretowe :)
Portugalia zaskoczyła mnie w tym roku dużymi zmianami w jadłospisie i słoneczną, bezdeszczową aurą. Biedni kucharze, którzy poprzez Panie z recepcji dopytywali „Jakie warzywa wchodzą w skład potrawki chińskiej i jak się robi sos?”. Obsługa jest bardzo otwarta na nasze uwagi.

Z ciekawostek… kilka domów dalej swoją siedzibę ma ośrodek treningu CrossFit i Triatlonu w wersji ultra. Dopiero tutaj dowiedziałam się co kryje się za nazwą CrossFit. Na jednej ze stron czytam „Dzisiaj Crossfit jest podstawowym programem rozwoju siły i kształtowania formy dla wielu szkół policyjnych, jednostek taktycznego reagowania, specjalizowanych jednostek wojskowych, mistrzów sztuk walk i dla setek innych wybitnych zawodowych sportowców na całym świecie.”
Niektórzy zawodnicy mieli okazję spróbować tego treningu, a część kadry fizjoterapeutów regularnie się tam wzmacnia (strona http://www.thecross.be/).

Ciekawostka numer dwa jest taka, że jeszcze za zamierzchłych czasów, w miejscu, gdzie teraz rozpościera się woda przed hotelem, była wioska. Wybudowano tamę i to, oraz jeszcze dwa inne miasteczka leżące wzdłuż rzeki, zalała woda. Podobno budynków nie zburzono. Regularnie w nasze okolice przyjeżdżają nurkowie i schodzą nawet na głębokość 80 metrów pod poziom wody (informacje ustne, mam nadzieje, że zgodne z prawdą).

                                                                                                           Pozdrawiam, Magda

]]>
<![CDATA[LICENCJA ZAWODNIKA NUMER 931]]>Fri, 09 Mar 2012 23:11:31 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/03/licencja-zawodnika-numer-931.html Dzisiaj wreszcie zeszłam na upragniony trening na wodzie. Jest dobrze. Nadgarstek wymęczony niezliczoną ilością maści, zabiegów, tapów i bandaży wygląda nieciekawie, ale w środku już wszystko dobrze. Na szczęście obeszło się (i tak mam nadzieje zostanie) bez infiltracji z triamcinolonu czy innych sterydowych zastrzyków. Przez te półtorej tygodnia oszczędzania ręki wybiegałam niezliczoną ilość kilometrów w terenie, wręcz nadużywałam treningu rowerowego, a na siłowni wykazywałam się twórczością przy komponowaniu ćwiczeń zastępczych na ręce.

Cóż, podobno kontuzje nie są niczym niezwykłym w życiu wyczynowego sportowca. Dla mnie był to trening cierpliwości, radzenia sobie z frustracją, znużeniem, lękiem i to nieznośne poczucie, że jak mawiała moja pierwsza seniorska partnerka – Ilona: „My tu siedzimy a Niemcy się zbroją”. Z drugiej strony wierzę, że z ciałem trzeba się dobrze obchodzić, by ono dla nas pracowało na najwyższych obrotach. Traktuję to jako sygnał by bardziej o siebie dbać (rozciąganie, dobre jedzonko, sen.. i inne).  

Oficjalnie mogę już powiedzieć, że jestem zawodniczką klubu LOTTO- Bydgostia -WSG. Przez ostatnie miesiące dorastałam do decyzji, by po 13 latach opuścić rodzimy klub Posnania. Sentymentalnie do tego podchodzę, jednak zdecydowałam się posłuchać rozumu. Swoje kroki postanowiłam skierować do klubu, który poza równie dobrym potencjałem ludzkim i sportowym jest mi w stanie w większym stopniu zagwarantować bezpieczeństwo finansowe.

Nie jestem w stanie wyrazić wdzięczności za te wszystkie wspaniałe wspomnienia, przyjaźnie, godziny wspólnych treningów i po nich, za nauczenie mnie porządnego wiosłowania, za szczere rozmowy, „gonienie” do nauki i wiele innych. Nadal współpracować będę z Trenerem Abrahamczykiem, nadal będę Was nachodzić nad Maltą i nad Wartą :- ). Życzę Wam moi Kochani „Posnaniacy” wiele zacięcia i sukcesów. 

Dziękuję też Klubowi Bydgostia za miłe przyjęcie i mam nadzieje, że odwdzięczę się należycie za postawienie na moją osobę.


      Pozostały 3 dni  do wyjazdu.. jutro znów będę wiosłować !!!
                                                            Pozdrawiam, Magdalena Kemnitz
]]>
<![CDATA[30 luty ;-)]]>Thu, 01 Mar 2012 16:53:07 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/03/30-luty.htmlPicture


Od 11 dni jesteśmy w Lago Azul. Piękna pogoda w tym roku - słonecznie i póki co bezdeszczowo. Posmakowałam wioślarstwa i tym smakiem się obeszłam. 


Już czwarty dzień nie wiosłuję - biegam, jeżdżę na rowerze i trenuję na siłowni. Po pierwszych 45 km na wodzie zaczął mi doskwierać nadgarstek. Potem przeszło i po kilku dniach nabawiłam się zapalenia. 
Picture
pozytywnie, od Jaclyn :-)


Nigdy tego nie robiłam, ale najwyraźniej trzeba było poświęcić więcej czasu na przygotowanie nadgarstka do nowego ruchu (obracanie wiosła, wyciąganie go z wody, wynoszenie łodzi). 


Właściwie jest już po wszystkim, przez te kilka dni oszczędzałam rękę, moim przyjacielem stał się Mobilat, Progenic, kawałek bandaża, a obecnie gąbka, którą ściskam i służy jako sprzęt rehabilitacyjny.

 



Jutro rano ergometr i mam nadzieje już wiosłowanie na wodzie.
Polecam artykuł link >> . Odnajduję w nim coś dla siebie, może i wy znajdziecie.

                                                   Pozdrawiam, Magda

     ............ Jednak jeszcze nie powiosłuję jutro.. ;/

]]>
<![CDATA[50 stopniowa różnica]]>Mon, 20 Feb 2012 20:31:51 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/02/50-stopniowa-rnica.htmlDziś oficjalne otwarcie sezony wodnego 2012. Wczoraj przyjechaliśmy do Portugalii, a dziś po raz pierwszy od zeszłorocznych Mistrzostw Europy wiosłowałam na deblu. Znów dochodzę do wniosku, że to trudna sztuka i znów mimo, że chcę wiosłować idealnie muszę uzbroić się w cierpliwość. Pewnie piszę to co roku, ale lubię to miejsce - Link >>

Hotel klimatyczny, przytulny i z reguły cały wypełniony wioślarzami. Jest słonecznie, a tytułowe 50 stopni, to różnica temperatury między Livigno (gdzie niekiedy dochodziło do -30 stopni) aż po wiosenną, 20 stopniową aurę w Lago Azul.

Zostaniemy tu przez ponad 3 tygodnie. W międzyczasie część grupy wyjedzie, a przyjadą kolejni kadrowicze, którzy teraz jeszcze trenują w Livigno.

Nadwyraz ciekawa była też dla mnie podróż tutaj. W pociągu relacji Poznań-Warszawa trafiłam na Pana, który jak się szybko okazało jest emerytowanym wykładowcą i byłym rektorem jednej z warszawskich uczelni. Pan bardzo uprzejmy próbował wywalczyć dla mnie zniżkę u konduktora przy zakupie biletu. Konduktor nie wiedział co odpowiedzieć, kiedy usłyszał argument „No Pani to powinniście dziękować, że zechciała z Wami jechać” :-). Razem z drugim współpasażerem próbowaliśmy się włączyć w Pana dwugodzinny monolog, niestety nie dało rady. Pan sam stawiał sobie pytania i na nie odpowiadał. Aż w końcu.. zasnął.

Kolejnego dnia rano w samolocie z Warszawy do Monachium usiadłam koło Pana, który jest zawodowym pilotem z 17-letnim stażem. Niesamowite informacje – o funkcjonowaniu samolotów, korytarzach powietrznych, awariach, turbulencjach, katastrofach, o awaryjnych lądowaniach, lataniu małymi samolotami i Boeing’ami, lotach kilkunastogodzinnych, o zarobkach, o konsekwencjach zdrowotnych bycia pilotem…
Miałam spać, ale wzięłam kawę, bo nie chciałam stracić ani chwili.

 Tyle na dziś. Jaclyn odstąpiła mi wielkie dwuosobowe łóżko ;-).

                                                                                                    Pozdrawiam, Magda
]]>
<![CDATA[14 luty 2012]]>Tue, 14 Feb 2012 21:05:10 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/02/14-luty-2012.htmlJuż za pięć dni będziemy w Portugalii. Dołączymy do grupy długich wioseł mężczyzn i kobiet, które podobnie jak my, w drodze do igrzysk, mają jeszcze walkę o kwalifikacje.

Tymczasem wczoraj odwiedziłam Szwajcarię, biegiem, dzięki Weronice, bo poleciłam mi trasę zamkniętą zimą dla ruchu samochodowego. Niezwykle malowniczą, choć mijając oznaczenie wejścia na teren Szwajcarii i obiegając przymarzniętą barierkę czułam się jak przemytnik (bez towaru). Wyszło 17,5 km i 100 minut. Wcześniej byłyśmy na ergometrze.

Jutro z samego rana wyruszamy do Polski. Bardzo dobrze pracowało mi się na tym zgrupowaniu, świetnie mieszkało z Jaclyn Halko i udało mi się "zrzucić kilogram". Dobrze też znosiłam tę najciemniejszą według mnie stronę długich wyjazdów czyli rozstanie z bliskimi. Starałam się okiełznać „syndrom spakowanej walizki” i skupić się ostatnich treningach, a w drugiej kolejności żyć myślą, co będzie jutro (aaaaaaaaaaaa !! :-)). 

Picture
Na siłowni: od prawej Jaclyn, Kuba i ja
Czas już odstawić narty i kijki, zamienić krem ochronny na mróz na krem przeciwsłoneczny.

Mentalnie przygotowuję się na pierwsze zejścia na wodę. Zgodnie z planem mamy wiosłować we wszystkich składach. W kwietniu, po drugim zgrupowaniu w Portugalii będziemy się ścigać o dwa miejsca w reprezentacyjnej dwójce podwójnej wagi lekkiej. Póki co w naszej czteroosobowej grupie nie dzieje się najlepiej. Część dziewczyn, z różnych powodów nie może realizować wszystkich treningów. Nauczyłam się nie martwić rzeczami na które nie mam wpływu.

Przy okazji dużo miłości Wam życzę !!! Pozdrawiam

]]>
<![CDATA[-28]]>Mon, 06 Feb 2012 22:48:10 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/02/-28.htmlCześć. Temperatura od kilku dni spadła do ponad -30 w nocy. Śnieg zrobił się wyjątkowo niewdzięczny. Mam wrażenie, że wręcz tępy - nawet z górki trzeba pomagać sobie kijkami, by nie stanąć. Wczoraj przyjechało kilkanaście osób – grupa kobiet wagi otwartej, mężczyzn wagi lekkiej i krótkich wioseł. Przesiedliśmy się do większych stołów (kelnerzy wyglądają na zagubionych). 
Z zabawnych historii... kilka dni temu najmłodszy z kelnerów tłumacząc nam jakie mięso możemy wybrać na obiad, nie mógł przypomnieć sobie odpowiedniego słowa. Zaproponowałyśmy z Jaclyn, by pokazał – pokazał indyka :- ).
Picture

Dzisiaj wychodząc na poranny trening cześć grupy zanotowała  -26 stopni Celsjusza. My miałyśmy w planie mocny trening na ergometrze - 15 minutowe odcinki, które kończyłam z kosmicznym tętnem 191, 195, 196 uderzeń/minutę. 

Mocno, jednak zdaję sobie sprawę, że nasza „pierwsza forma” ma przyjść na kwalifikacje już w maju. Zresztą „Trener ma zawsze rację” ;-). Po południu 1h 40 minut biegu. Mam swój patent na utrzymanie odpowiedniej temperatury. Tak więc poza szybkim przebieraniem nogami i dodatkową warstwą rzeczy i kremem na mróz z filtrem, gorąco polecam kominiarkę. Wygląda naprawdę średnio, bo zamarzają rzęsy i brwi, ale w tej temperaturze jest mi to obojętne, a co najważniejsze – jest ciepło!!
Picture

Minęło już 13 dni..
- Mam ogromną ochotę na polską kuchnię np. ziemniaki.. takie po prostu kilka nudnych ziemniaków (tutaj są frytki, talarki, kosteczki, z grilla, smażone..). Do tego świetnie pasowałby zraz wołowy i marchewka z groszkiem.


- Każdej z nas coś dolega.. Ja borykam się, najprościej mówiąc, ze sporadycznym bólem lewej, dolnej części twarzy – jaka jest tego przyczyna dowiem się, mam nadzieję, po powrocie do Polski. Na szczęście nie przeszkadza mi on realizować treningów. Dziś nasz fizjoterapeuta – Kuba wymyślił okłady z borowiny. Nałożył mi na twarz brązową, gorącą papkę, na to folię, w której wyciął małe dziurki (na szczęście!) i jeszcze ręcznik dookoła. I tak miałam leżeć aż błotko ostygnie. 

Picture

Drugi z fizjoterapeutów - Wojtek zasugerował, bym dawała co trzy minuty znać palcem, że żyję :).

Trzeba też dodać, że pokój masażystów zawsze przyciąga wielu ludzi (po masaż, po plaster, po zabieg, pogadać). Trudno mi było mówić, tymczasem kolejni goście pytali co mi się stało?. Jak dobrze pamiętam były takie wersje: „Oparzyłaś się?”, „Coś Ci wyszło na twarzy?”, „Odmroziłaś sobie twarz?”… a Kuba beznamiętnie odpowiadał: „Spa”. Ale już dziś nie bolało i chyba nie zdąży.

]]>
<![CDATA[ŚRODA W LIVIGNO]]>Wed, 01 Feb 2012 21:03:10 +0100http://www.magdalenakemnitz.pl/2/post/2012/02/roda-w-livigno.htmlMinął tydzień. Coraz częściej zaczynam myśleć (poza moimi bliskimi) o nadchodzących pierwszych kilometrach na wodzie. 19 lutego wylatujemy do Portugalii, tam już ze sportów zimowych przerzucimy się na prawdziwe wioślarstwo.

Cieszę się, bo mimo całej sympatii do urozmaiconej formy treningów zimą.. nie lubię nart biegowych. Tak już mam. Ostatnio próbując urozmaicić dwugodzinny trening zboczyłam na trasę czerwoną (czyli o zwiększonym stopniu trudności- czerwony kojarzy mi się z krwią). Wspięcie się na szczyt nie stanowiło takiego problemu jak zjazd, tym bardziej, że ten był wąski i kręty, a po prawej stronie mogłam przez łzawiące oczy dostrzec (jak sądzę) lodowaty strumyk. Zjazd zakończył się sukcesem, spore emocje. Postanowiłam na jakiś czas kręcić się po niebieskich trasach ;-).

Trenujemy dwa razy dziennie. Wyjątkiem jest środa i sobota, kiedy to po porannym treningu jesteśmy „wolne”. Przecięty trening trwa 100 – 120 minut. Do tej pory rekord padł dwa dni temu, kiedy spaliłyśmy na treningach około 2000 kalorii + 1800 kalorii (wartości jaką zużywa przeciętna kobieta w moim wieku, moim wzroście i wadze).

Wspominałam, że dużo tu Polaków. Ostatnio wracając autobusem z basenu przysłuchiwaliśmy się rozmowie polskiej rodziny. Główną bohaterką była mała dziewczynka upakowana w narciarskie ciuchy i najwyraźniej za ciasne buty. Jęczała przez kilka przystanków, że boli, uciska.. po czym zniecierpliwiony Tata przemówił: „Co wymyślasz, one są po prostu DOPASOWANE! ”. Ciekawe jak długo jeszcze będą tu na tych wspaniałych narciarskich wakacjach :-)

PS. Trener sugeruje, że chodziło nie o buty, ale o kask!!!

]]>